Historia w leśniczówce zaklęta

Historia w leśniczówce zaklęta

adm  , 17 październik 2017, 14:29
Średnia: 5.0 (1 głosów)
Wyhodowanie jednego pokolenia lasu zajmuje przynajmniej 100 lat, a często znacznie dłużej. Krotoszyńskie dęby potrzebują 180 wiosen, aby osiągnąć imponującą jakość i rozmiary. Las trwa, a leśnicy się zmieniają...
Historia w leśniczówce zaklęta

Państwo Szymanowscy na progu leśniczówki

Miejscem łączącym pokolenia leśniczych jest ich dom – leśniczówka. To w niej mieszkał każdy z nich, w niej przeżywał swoje sukcesy i porażki, wychowywał dzieci.
Starylas w Roszkach
Czy można odtworzyć historię takich miejsc? Okazuje się, że możliwe jest odnalezienie śladów osób, które kiedyś opiekowały się dzisiejszymi leśniczówkami. Spróbuję to przedstawić na przykładzie Staregolasu – leśniczówki w Roszkach.
Pierwszym dokumentem, do którego udało mi się dotrzeć, jest mapa powiatu krotoszyńskiego z 1836 r. Zaznaczono na niej podleśniczówkę Hochwald (taka nazwa funkcjonowała w czasach książąt Thurn und Taxis), choć znajduje się ona w nieco innym miejscu niż dzisiaj. Dzisiejszy Starylas jest oznaczony jako pustkowie Jan Kokot. Na co chciałbym zwrócić uwagę, znajduje się ono nad sporym stawem, po którym zostały tylko fragmenty starych grobli w lesie.
Pierwsi mieszkańcy
Na mapach późniejszych Starylas mieści się już w dzisiejszym miejscu. Pierwszym mieszkańcem zapisanym w dokumentach kaliskiego Archiwum Państwowego jest, zmarły w 1876 r., Jacob Filipczak. Jego zawód określono jako Klaftermeister, dosłowne tłumaczenie tej nazwy to mistrz sągu (stosu drewna).
Po nim leśniczówkę zamieszkuje Ignacy Dudek z Roszek razem z żoną Wiktorią, którym rodzi się tam pięcioro dzieci. Dudkowie wyprowadzają się w 1887 r. do Chwaliszewa, a ich miejsce zajmują Stefania i Ignacy Scheinertowie. Spędzają w Starymlesie 15 lat. W tym czasie rodzi im się także pięcioro dzieci.
Po nich na dwa lata wprowadza się leśniczy o imieniu Heinrich, niestety, jego nazwisko zapisano nieczytelnie. Nazwisko kolejnego leśniczego ze Staregolasu również trudno rozszyfrować. Prawdopodobnie jest to Helgel, który mieszka tu w latach 1911-1921. Ostatnim mieszkańcem w czasie panowania rodziny Thurn und Taxis jest Jan Anders z żoną Zuzanną oraz czterema córkami. Po odkupieniu dóbr przez Państwo Polskie w 1927 r. wyprowadzają się do Regensburga, a naszą leśniczówkę zajmuje Stanisław Jeleszyński.
Zły stan budynku
Wówczas osada była w opłakanym stanie. Świadczą o tym zachowane sprawozdania z przeglądów technicznych z lat 1928-1931. Według nich leśniczówka była pokryta dachówką, a budynki gospodarcze strzechą. Szyby w oknach powybijano, piece wymagały remontu. Nie było również wystarczającego źródła wody.
Wstępny kosztorys najpilniejszych prac remontowych opiewał na 2.950 zł, z tego 1.500 miała kosztować nowa studnia. Jak się okazało, tylko ona została wybudowana, i to w dwóch etapach, w 1929 i 1931 r. Aby znaleźć wystarczająco wydajne źródło, wykonawca (pan Obarski z Krotoszyna) musiał wywiercić otwór o głębokości 45 m. Niestety, nie udało mi się ustalić, jak długo mieszkał w Starymlesie Stanisław Jeleszyński ani co działo się w leśniczówce w czasie wojny.
Rubachowie i Szymanowscy
Prawdopodobnie jako pierwsi po wojnie zamieszkali tu w 1947 r. Jan i Jadwiga Rubachowie. Kolejnym leśniczym został w latach 50. ich syn Adam, który pełnił służbę aż do połowy lat 80. Na początku jego pracy przeprowadzono gruntowny remont budynku mieszkalnego, w czasie którego prawdopodobnie dobudowano dwie altany.
Następnie zamieszkali tu Stanisław i Janina Szymanowscy. Od lipca 2005 r. gospodarzem tego miejsca jest niżej podpisany. 7 lat temu przeprowadzono kolejny remont, dzięki czemu leśniczówka zyskała obecny wygląd.
Sztafeta pokoleń
Dęby wokół leśniczówki Starylas mają ponad 140 lat, czyli były sadzone (siane) za czasów Jacoba Filipczaka. Doglądało ich przynajmniej 11 kolejnych gospodarzy tego miejsca. Następne pokolenie lasu pojawi się tu nie prędzej niż za 40 lat. Do tego czasu zmienią się też pewnie mieszkańcy leśniczówki.
Na tym przykładzie dobrze widać, jaką sztafetą pokoleń jest leśnictwo. Żaden z leśników nie zbiera plonów swojej pracy, a przygotowując się do kolejnej Aukcji Cennego Drewna Dębowego zawsze myślimy o wszystkich naszych poprzednikch, dzięki którym możemy cieszyć się wysoką jakością dąbrów krotoszyńskich.
Przemysław Świerblewski

Artykuł wyświetlono 319 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz