Huczne gody, czyli dzicze wesele

adm  , 19 grudzień 2017, 11:10
Choć przyroda stoi na progu zimy i wydaje się, że las zapada w odrętwienie, to w świecie zwierząt życie kipi.
Huczne gody, czyli dzicze wesele

Choć przyroda stoi na progu zimy i wydaje się, że las zapada w odrętwienie, to w świecie zwierząt życie kipi. Wieczorem i w nocy w leśnych ostępach można usłyszeć głośne kwiki, rechtanie i kłapanie, całe spektrum dziwnych dźwięków. Tak odbywa się huczka, czyli dzicze wesele.
Od stycznia do października wśród dzików panuje matriarchat. Watahom (stadom) przewodzi najstarsza locha (samica), która jest zawsze matką lub siostrą pozostałych członkiń. Jedynymi samcami w tych grupach są warchlaki, które po osiągnięciu roku życia, kiedy ich matka rodzi następne młode, są przepędzane. Od tego momentu prowadzą one koczowniczy tryb życia, najpierw w niewielkich grupach, a z wiekiem stają się samotnikami.
W listopadzie i grudniu wszystko się zmienia. Odyńce (dorosłe samce) dołączają do grup rodzinnych i zaczyna się czas godów. W czasie huczki watahy łączą się, czasami osiągając liczebność kilkudziesięciu sztuk. W tak dużym zgrupowaniu łatwo o sprzeczki, a nawet kłótnie, to dlatego huczkową watahę słychać z daleka. Dodatkowo pojawia się konkurencja o względy grzejących się loch. Odyńce toczą w tym czasie zaciekłe walki o pierwszeństwo w przekazywaniu genów. Ich broń stanowią ostre jak brzytwa szable.
Dziczy oręż to kły. Górne nazywa się fajkami, a dolne szablami. Szczególnie okazałe są one u samców, lochy natura wyposażyła zdecydowanie skromniej. Odyńce, kłapiąc orężem, ostrzą szable, pocierając je o fajki. Dzięki temu te pierwsze mogą dorównać dobrej jakości nożom. To dlatego atakujący dzik może stanowić śmiertelne zagrożenie. Jednak w lesie po huczce nie znajduje się odyńców zabitych w wyniku walk o samice. W tym przypadku natura zadbała również o broń defensywną. Walczące dziki nacierają na siebie z przeciwka. Ponieważ oręż znajduje się po bokach gwizdu, muszą zadawać ciosy, skręcając głowę w bok. Trafiają wtedy w okolice karku lub łopatek przeciwnika, a tam znajduje się tzw. pancerz, czyli wyjątkowo gruba i odporna skóra, która chroni je przed odniesieniem poważnych obrażeń.
Ze względu na nocną aktywność dzików obserwowanie ich zachowań godowych jest mocno utrudnione. Jeśli jednak komuś uda się spotkać huczkową watahę w świetle księżyca, na pewno przeżyje niezapomniane chwile. To dynamiczne widowisko niejednokrotnie spowodowało, że zapomniałem o mrozie i o tym, że rano trzeba wstać do pracy. Ale wracając w domowe pielesze tuż przed poranną kawą, towarzyszyło mi uczucie niezwykłego przeżycia.
Przemysław Świerblewski