Minuta ciszy

Janek Rosik (1946-2018)

Janusz Urbaniak, 01 listopad 2018, 10:51
Średnia: 5.0 (1 głosów)
Gdy pojawił się w redakcji, jeszcze w czasach Romy Hyszko, był nam mało znany. Po kilkudziesięciu latach wrócił bowiem do swojego miasta z Pogorzeli, gdzie żył z rodziną i pracował.
Janek Rosik (1946-2018)

Premiera “Okrakiem na ryczce” (2011) - fot. P.W.Płócienniczak

Janek Rosik (1946-2018)

Roma Hyszko wręcza tytuł “Krotoszynianin 2009” - fot. P.W.Płócienniczak

Przyszedł nie wiedząc, że otwiera przed sobą coś dużego. Miał niezwykły dar przysłuchiwania się mowie prostych ludzi, którzy albo w całości mówili gwarą, albo przeplatali nią język, zwany przez specjalistów literackim. Był polonistą i nauczycielem. Te dwie rzeczy ułatwiały mu wsłuchiwanie się w piękno słownictwa i składni, które dla innych były pewnie powodem do wstydu.
 
Ale było coś jeszcze. Dostrzeganie uroku i prawdy w codziennych, zwykłych zdarzeniach, z pozoru błahych, bezbarwnych. Był mistrzem podpatrywania czegoś, co nazwałbym małym realizmem.
 
Skąd brały się opowieści o Peli i Kaziku? Z wiary w ludzi i w to, że każde życie, nawet to okupione zgrzebnością i smutkiem niedostatku, jest piękne. Że wszyscy, niezależnie od pozycji społecznej, niesiemy w sobie jakiś niezwykły dar budowania wartości najważniejszych.
 
Bo Janek był człowiekiem wielkiej wiary, wiary - dodałbym - mądrej, której można mu było tylko pozazdrościć. Wierząc w Boga, wierzył w ludzi, podkreślając, że ich prostota jest wartością samą w sobie. Dookoła widział dobro, może nawet czasami na wyrost. Ale też bardzo martwiła go sytuacja w Polsce i miał na jej temat odważne zdanie. Dostrzegał, że to, co zdobyliśmy po 1990 r., jest w niezrozumiały sposób niszczone i nie mógł się z tym pogodzić.
 
Pisząc do “Rzeczy” swoje gwarowe powiastki, a potem wydając je w postaci książki, ulegał wątpliwościom i niewierze, że ciągle ma to sens. Żegnał się z pisaniem, a potem do niego wracał. Niekiedy przychodził podejrzewając mnie, że jego teksty przyjmuję z uprzejmości. Myślałem, że to kokieteria, ale raczej był to dowód jego skromności i chęci bycia na uboczu. Dziś wiem, że pisanie spalało go, że oddawał mu się bez reszty. Był przecież człowiekiem obdarzonym wrażliwością i - niestety, co podejrzewam - nieznającym słabości swojego serca...
Jego “Okrakiem na ryczce”, dzięki udziałowi pewnej instytucji, rozeszło się w nakładzie tysiąca egzemplarzy. Na dniach ukaże się kolejna książka Jasia. Jego powiastki i felietony wzbogacały “Rzecz Krotoszyńską” przez ponad 10 lat. Były też jego wizyty w szkołach i bibliotekach, czyli żywy kontakt z czytelnikami. Ale prawdziwym ukoronowaniem jego pasji ocalania prostego języka była nagroda “Krotoszynianin Roku 2009”, którą przyznała mu kapituła powołana przez nasz tygodnik. I może jeszcze jego głos zapisany na płytach, a także wydobywający się z ławeczki na naszym Rynku.
 
Bardzo brak mi Janka. Choćby raz jeszcze wpadł do redakcji i “pomęczył nas”, że jego powiastki są do niczego... Pozostały dobre wspomnienia, jego uśmiech, delikatność i uznanie, które mam zawsze dla tych, którym w duszy gra pisarska nuta. Pamiętam też ostatnie spotkanie, na które wręcz przybiegł i powiedział z naciskiem do mnie i mojej żony, przed wejściem do redakcji: - Tak mi zależało, żeby zdążyć i zobaczyć was właśnie razem.
Piękne są chwile pożegnań. Janku! Jesteś wśród nas!
 
Artykuł wyświetlono 426 razy
Komentarze do artykułu
Avatar_missing_small
Marian Jankowski - 02 listopad 2018, 08:52

Miasto Pogorzela znam od dziecka.Przed podziałem administracyjnym należała do powiatu krotoszyńskiego.Do Pogorzeli było bliżej jak do miasta swojej gminy które należało do powiatu gostyńskiego.
Miasto Pogorzela co do mnie i najbliższej rodziny kojarzy się ze złem,Które to zło do dziś daje się we znaki.Nie będę przytaczał dowodów bo to może nie pomagać a tylko nasilać swoje wyczyny bo obecne czasy wykorzystują zło dla swojej rozrywki.Jak było dawniej a jak obecnie to Pogorzela na pewno się zmieniła ale czy to zło dobrym daje się zwyciężyć -wątpliwe.

Avatar_missing_small
Marian Jankowski - 02 listopad 2018, 12:33

W Krotoszynie mieszkam od roku 1975 co daje zrozumieć co do komentarza wyżej.
Będąc przy tym temacie to może warto by było dodać pewne sprawy.PKS w Krotoszynie w którym też pracowałem to miał nocleg w Pogorzeli.Pewnego takiego dnia pojechałem z innymi kierowcami autobusem do restauracji na kolacje a swój autobus zostawiłem na Rynku i jak wróciliśmy to w moim autobusie otwarto boczną szybę i zabrano pudełko z drobnymi pieniędzmi.
Następna sprawa i też na noclegu w Pogorzeli jeden z kierowców dał sobie porządnie w tyte a był to kierowca ze Sulmierzyc.Następnego dnia podjął kurs do Krotoszyna a następnie do Milicza i w Cieszkowie jazdę zakończył bo został zatrzymany przez Policje i prawo jazdy mu zabrane.Nie byłem wówczas na tym noclegu.Ten kierowca ze Sulmierzyc został przeniesiony na stanowisko konduktora.Po otrzymaniu prawo jazdy i w czasie konfliktu z pasażerami na dworcu PKS w Ostrowie Wlkp.dostał zawał i zmarł.
Pisząc by dalej o Pogorzeli to krew zaczyna się burzyć i lepiej niech tak zostanie jak obecnie w komentarzach.

Dodaj komentarz