Rzecz Krotoszyńska nr 953 (30)

Kabatka

Kazimierz Orzechowski, 01 sierpień 2013, 13:59
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Daleki krewny przechował parę pożółkłych fotografii, sąsiadka dzbanuszek, znajoma ozdobną misę, ktoś inny szafeczkę, Zespół Opieki Zdrowotnej w Krotoszynie teczkę z dokumentami, ale najwięcej przechowała pamięć tych, którym pomogła przyjść na świat. Była bowiem położną, ale w Kobylinie używano raczej gwaroewgo określenia akusierka. Na Marię Kabatową mówiło się po prostu – Kabatka.
Kabatka

Z jej własnoręcznie napisanego życiorysu można się dowiedzieć, że urodziła się 31 lipca 1888 r. w Koźminie Wlkp. z ojca Jana Kaźmierczaka i matki Agnieszki z domu Stawna. W latach 1895-1902 uczęszczała do szkoły ludowej. Przez pewien czas pozostawała przy rodzicach, ale podobnie jak wielu jej rodaków z Wielkopolski wyemigrowała w tym czasie do Westfalii. W 1913 r. wyszła za mąż za górnika Jana Swornowskiego, ale już dwa lata później została wdową. Wkrótce zgłosiła się na kurs położnych Provinzial-Hebammenlehranstalt w Bochum,  który  ukończyła 28 czerwca 1916 r., zdając egzamin przed specjalną komisją i - jako wolno praktykująca położna - osiedliła się w Hombruch pod Dortmundem. Tu w dniu 6 października 1917 r. powtórnie wyszła za mąż za starszego o cztery lata górnika Jana Kabata, pochodzącego z  Budzisk k. Obornik Wlkp. i z nim 13 lipca 1920 r. wróciła do kraju.
Zamieszkała w Kobylinie, gdzie objęła funkcję położnej obwodowej. Miesiąc później, dnia 9 sierpnia, przyszła na świat córka Marianna. Nieszczęścia nie pozwoliły jednak czekać na siebie zbyt długo; 25 marca 1921 r. umarł jej mąż, a w następnym roku, 23 kwietnia – jedyne dziecko. W charakterze położnej miejskiej w Kobylinie przepracowała do 30 czerwca 1957 r., kiedy to kierownik Wydziału Zdrowia Prezydium Powiatowej Rady Narodowej  w Krotoszynie przychylił się do jej prośby o zwolnienie z pracy ze względu na podeszły wiek, utratę wzroku i stan zdrowia. Zmarła 31 stycznia 1981 r. w Domu Opieki w Poniecu. Na zawsze spoczęła na cmentarzu w Koźminie. Tyle dat i faktów z dokumentów.

xxx
W pamięci mieszkańców kobylinian zapisała się jako osoba niezwykle odpowiedzialna i sprawna w swoim powołaniu. Pozornie oschła, po męsku stanowcza (nosiła męską, krótko przystrzyżoną fryzurę), ale jednocześnie budząca ufność i wiarę kobiet będących przy nadziei; przybycie Kabatowej do domu położnicy oznaczało opanowanie sytuacji i wzięcie  sprawy w swoje niezawodne ręce. Napiętą sytuację oczekiwania, którą zwykle powodował nieporadny młody ojciec, Kabatka rozładowywała swoim charakterystycznym humorem. Jedna z moich informatorek wspomina, jak to podczas swego przyjścia na świat Kabatowa poleciła jej przyszłemu ojcu zagotować wody, a ten nastawił cały kociołek wrzątku i w chałupie było pełno pary, więc zapytała,  żartując, czy szykuje się świniobicie.
W ciągu kilkudziesięcioletniej praktyki nie zdarzył się jej żaden powikłany poród czy uszkodzenie okołoporodowe, a odbierała dzieci w różnych warunkach (w stodole, na kartoflisku, gdziekolwiek). Do porodu udawała się o każdej porze dnia i nocy, bez względu na pogodę, nie bacząc na środek lokomocji (do mojego brata Józefa przybyła późnym wieczorem wozem zaledwie oczyszczonym z obornika, a za siedzenie służył jej snopek słomy). Widok p. Kabatowej zdążającej furmanką czy bryczką do pobliskiej wsi wywoływał niemal okrzyk radości: Oho, jedzie Kabatka, bydzie bol!.


Mimo osobistych dramatów była osobą pogodzoną ze światem i ludźmi, doskonale zorganizowaną; każdy dzień zaczynała obecnością na Mszy św. i przyjęciem komunii, z kościoła ze swą charakterystyczną torbą szła do swych podopiecznych, udzielała porad, cierpliwie uświadamiała nieświadomych (mojej mamie Franciszce w dniu urodzin najstarszego brata Stanisława usiłowała wytłumaczyć, że dzieci przychodzą na świat nie przez pępek, ale całkiem gdzie indziej). Z racji doskonałej niemczyzny podczas okupacji załatwiała sprawy formalne w Urzędzie Stanu Cywilnego, stąd w aktach urodzenia z tego okresu widnieją zapisy w rodzaju: Eingetragen auf mündliche Anzeige der Hebamme Maria Kabat in Koppelstäd, Lange Strasse Nr 7. Die Anzeigende ist amtbekannt und erklärte, bei der Geburt zugegen gewesen zu sein. Oprócz urzędowej prowadziła swoją bardzo prywatną księgę urodzin, w której odnotowana była jej każda położnicza posługa (po śmierci położnej została spalona w obawie przed upublicznieniem).
Być może znalazła się w niej perełka na temat mojego brata prałata Stanisława, a ponieważ została upubliczniona, powołam się więc na źródło (V. Nowakowska, Orzechowy plon, Wrocław 2009, s. 11). Staś się urodził nie tylko mocarny (ważył sześć i pół kilograma!) i zaraz po urodzeniu podnosił głowę, ale także niezwykle witalny, a nawet wręcz – gargantuiczny. Kiedy Kabatka przewiązała mu pępowinę i położyła na brzuchu, tak mocno pierdnął, że odskoczyła przestraszona. Nigdy nie zdarzyło jej się widzieć (raczej: słyszeć) czegoś podobnego, a przecież miała bardzo bogate doświadczenie położnicze.

Z upływem czasu postać Marii Kabatowej, zwanej Kabatką, jawi się jako kobylińska Ejlejtyja (Ta-Która-Przychodzi-w-Potrzebie), grecka patronka położnych i opiekunka położnic, i wymienia się ją obok legendarnego doktora Jana Luttelmana czy aptekarza Antoniego Fenglera, którzy dla wielu byli nie tylko lekarzami, ale i lekarstwem.


 
 

Artykuł wyświetlono 1500 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz