Rzecz Krotoszyńska nr 21 (1048) z 26.05.2015 r.

Maszyna do szycia od Jacoba Schlesingera z Krotoszyna

Kazimierz Orzechowski, 26 maj 2015, 14:17
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Czasami, kiedy przymykam oczy, zdaje mi się, że słyszę charakterystyczny terkot maszyny, a pod powiekami jawi mi się pochylona sylwetka Mamy z okularami na końcu nosa, która ściegiem w przód – w tył przyszywa łatę do przetartych na tyłku portek.
Maszyna do szycia od Jacoba Schlesingera z Krotoszyna

Odnowiony "Tiger" z Krotoszyna

Maszyna do szycia od Jacoba Schlesingera z Krotoszyna

Spośród wielu sprzętów, będących na wyposażeniu naszego domu w Rębiechowie, szczególną troską, żeby nie powiedzieć – szacunkiem, otaczana była maszyna do szycia. Służyła głównie do napraw krawieckich, dokonywanych przez naszą Matkę (uszycie ubrań powierzano zawodowym krawcom w Kobylinie). Mama jeszcze „pannę” ukończyła kurs krawiecki, umiała się więc z tą maszyną obchodzić należycie i z tego powodu otrzymała ją jako wiano od swojej matki, a naszej babki Elżbiety Robakowskiej (1880-1946), która nabyła ją już używaną.

Dwie perspektywy
Proces mojego poznawania maszyny przebiegał z różnych perspektyw. Pierwszą, jaką pamiętam, była perspektywa podłogi. Z tego poziomu mogłem się zapoznać z zasadniczymi częściami, a więc: podstawą składającą się z kilku żeliwnych elementów i drewnianego blatu, na  którym spoczywała część główna, czyli głowica, którą z kolei nakrywała drewniana, na półokrągło u góry  wyprofilowana pokrywa.
Druga perspektywa była na wysokości mojej głowy jako pacholęcia. Z niej mogłem się przyglądać działaniu niektórych części głowicy, a także mechanizmów kryjących się w jej wnętrzu, nade wszystko zaś z poziomu blatu mogłem obserwować jej podstawową funkcję, czyli szycie.
Zachwycałem się każdym jej detalem, funkcjonalnością, ale przede wszystkim estetyką, wpisaną w sylwetkę, w splot żeliwnych prętów wypełniających boki, w ażurowy pedał i koło napędzające mechanizmy głowicy, w wyprofilowaną osłonę koła uniemożliwiającą wkręcenie się jakiejś części garderoby szwaczki, a nawet w litery składające się na nazwę marki. W iście estetyczny zawrót głowy wprawiały mnie misterne owalne plecionki z ornamentalnymi monogramami w otoku z nazwą producenta.
(więcej przeczytasz w gazecie)

Artykuł wyświetlono 2416 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz