DLACZEGO NIE POKONALI 10 KM, LECZ KILKASET METRÓW MNIEJ?

Po Biegu Krotosa. Jeden pobiegł źle, a za nim cała chmara

Paweł Krawulski, 06 czerwiec 2017, 15:32
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Niemal wszyscy uczestnicy tegorocznego Biegu Krotosa przebiegli o kilkaset metrów mniej niż 10 km. Odpowiedzialne za to osoby i firma różnie się tłumaczą. Czy w przyszłym roku konieczna będzie homologacja trasy?
Po Biegu Krotosa. Jeden pobiegł źle, a za nim cała chmara

Tuż po starcie na Rynku

Organizatorzy z Centrum Sportu i Rekreacji Wodnik powierzyli zmierzenie trasy Krzysztofowi Kasprzakowi, doświadczonemu zawodnikowi Krotosza. Tymczasem 28 maja niektórzy zawodnicy po dotarciu na metę sygnalizowali, że pokonali nie równe 10 km, lecz o ok. 350 m mniej. Mieli bowiem w swych zegarkach czy smartfonach aplikacje mierzące dystans.

Nie rozumiem Witkowskiego
Chodzi o 5. km trasy zaznaczony w pobliżu strzelnicy. Po minięciu oznakowania trzeba było przebiec jeszcze ok. 150 m, gdzie stał wóz strażacki, potem zawrócić i skierować się w stronę mety. Tak zrobiło pierwszych dwóch zawodników z Kenii. Ale trzeci zawodnik, krotoszynianin Marcin Witkowski, od razu po minięciu znaku 5 km zawrócił i znalazł się na czele stawki. Na trasie został doścignięty przez Kenijczyków, którzy przyspieszyli.
Niestety, taki sam manewr jak Witkowski wykonali kolejni zawodnicy. Dlatego Grzegorz Majchszak z CSiR jest bardzo krytyczny. –  (...) Nie rozumiem jego postawy. Doszło do absurdalnej sytuacji – pracownik (firmy mierzącej czas – red.) krzyczał, pokazując mu właściwą trasę, on zaś biegł dalej, będąc przed wyprzedzającymi go wcześniej zawodnikami i prowadzącym ich pojazdem policyjnym – mówi.
Sprawca zamieszania twierdzi, że zastosował się do polecenia. – Po minięciu 5. km zacząłem kierować się w stronę nawrotu. Tymczasem stojąca tam pani zaczęła krzyczeć, że Kenijczycy pobiegli źle, a tu jest nawrót. Stanąłem i zawróciłem, tak jak kazała. (...) – zaznacza Witkowski.

Wszyscy skrócili trasę
Zdaniem Majchszaka zachowanie Witkowskiego spowodowało efekt śniegowej kuli. Kasprzak, 29. na mecie, obserwował, co się dzieje w drugiej części dystansu. – Zauważyłem na czele Witkowskiego. W pierwszej chwili pomyślałem, że reprezentanci Kenii testują jego siłę i wytrzymałość. Wszystko jednak wyjaśniło się, gdy dobiegłem do piątego kilometra. Wszyscy biegnący przede mną zawodnicy natychmiast wykonywali skręt – mówi. - Ja również popełniłem błąd i pobiegłem tak samo, jak reszta.
Jego zdaniem pewnym usprawiedliwieniem dla Witkowskiego były trzy pachołki ustawione w feralnym miejscu trasy, czyli przed 5. km. – Dlatego uważam, że do błędu przyczynili się organizatorzy – tłumaczy. Jak podkreśla, nie zamierza prostować ani brać na siebie ich pomyłek.

 

(WIĘCEJ NA TEN TEMAT W GAZECIE PAPIEROWEJ)

Artykuł wyświetlono 3525 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz