Sposób na życie

PRAGMATYK

Janusz Urbaniak, 17 luty 2015, 12:40
Średnia: 0.0 (0 głosów)
W kilku artykułach zamierzam przyglądnąć się krotoszynianom, którzy w pamięci mieszkańców zapisali się jako ludzie odgrywający ważne role publiczne. Ich nazwiska, zawody, funkcje są powszechnie znane i nie wymagają dopowiedzeń. Najbardziej interesują mnie te postaci, których społeczna aktywność sięgała jeszcze epoki PRL-u. Jaki mieli sposób na życie, którego kształt po roku 1989 zmienił się nie do poznania, by także w nowej Polsce potwierdzić swoją przydatność?
PRAGMATYK
PRAGMATYK

W rozmowie z doktorem Jerzym Przewoźnym padają nazwiska z dawnego Krotoszyna, do którego trafił w 1961 r. po ukończeniu studiów medycznych. To były jeszcze czasy lekarzy Michała Trzeciaka czy legendarnego Władysława Bolewskiego.
– Czy znał pan Bolewskiego? – Nie tylko go znałem, ale odwiedzałem jako pacjenta. Chodziliśmy do niego razem z doktorem Pietzem, gdy chorował. O tym ostatnim dodaje: - To był bardzo dobry lekarz i człowiek. Wymienia także nazwiska: Kolasińskiego, Rauchuta czy Szpytmanna, lekarzy którzy byli dla niego ważni lub bliscy.

Skąd brał pan siły?
Jerzy Przewoźny ma dzisiaj niespełna 80 lat i nadal pracuje jako lekarz, bo ciągle przy ul. Koźmińskiej zjawiają się ci, którzy oczekują od niego wyleczenia. Specjalizuje się w zaburzeniach trawiennych u noworodków, a niektórzy przyjeżdżają z bardzo odległych województw. To jeden z nich powiedział, że doktor ma niezwykły instynkt i intuicję, taką iskrę bożą, dzięki której wyciąga niemowlaki z choroby.  
Będąc lekarzem prawie przez całe życie robił więcej niż literalnie wynikało z zawodu. Można powiedzieć: miał taką potrzebę. We wcześniejszych latach pracował od rana do wieczora, ale przyjmował też na siebie rozmaite funkcje (przez 20 lat prezesował kołu Polskiego Towarzystwa Lekarskiego), znajdował ponadto czas na sport, myślistwo, podróże.
– Skąd brał pan na to ochotę i siły? Odpowiadając, wspomina matkę, na której barkach spoczęło wychowanie i wykształcenie czterech synów po wczesnej śmierci ojca w 1958 r. – To ona umiała zapracować na nasze studia. Potrafiła wszystkich pogodzić, pomogła nam w starcie, ale pomagała także innym.

Chciał zbudować szpital
W marcu 2001 r. w sali Ratusza Jerzy Przewoźny odebrał tytuł Krotoszynianina roku 2000, nadany mu przez Rzecz Krotoszyńską za propagowanie idei krwiodawstwa. Nie byliśmy wówczas pewni, czy laureat w ogóle dotrze, bo kilka tygodni wcześniej przeszedł poważną operację rdzenia kręgowego i już wtedy miał kłopoty z poruszaniem. Towarzyszył mu m.in. jego długoletni i nieżyjący dzisiaj przyjaciel, Mirosław Jesień. Kilka miesięcy wcześniej ze łzami w oczach mówił do naczelnej Rzeczy, Romie Hyszko, o poważnej chorobie lekarza, co zapamiętała jako wyraz serdeczności, którą Przewoźny najzwyczajniej umiał wyzwalać u innych.  
Został Krotoszynianinem roku, co o tyle było ważne, że pochodzi z Pniew i przez następnych 30 lat zapracował na miano jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci miasta, w którym zamieszkał i założył rodzinę.
(więcej przeczytasz w gazecie)

Artykuł wyświetlono 6701 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz