Rzecz Krotoszyńska nr 14 (989) z 8.04.2014 r.

Wspomnienie o Grzegorzu

Paweł W. Płócienniczak, 10 kwiecień 2014, 10:09
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Nasza znajomość zaczęła się we wczesnych latach 70., kiedy Grzegorz kierował Klubem Spółdzielczym, czyli takim minidomem kultury przy Spółdzielni Wielobranżowej w Krotoszynie.
Wspomnienie o Grzegorzu

Nasza znajomość zaczęła się we wczesnych latach 70., kiedy Grzegorz kierował Klubem Spółdzielczym, czyli takim minidomem kultury przy Spółdzielni Wielobranżowej w Krotoszynie. To tam mieściła się pierwsza ciemnia fotograficzna, z której wspólnie korzystaliśmy, i tam urodził się pomysł Dyskusyjnego Klubu Filmowego im. Zygmunta Kałużyńskiego. To tam Grzegorz rozwijał swój talent, grając na gitarze basowej.
Miłość do muzyki towarzyszyła mu zresztą przez całe życie i chociaż gusta mieliśmy diametralnie różne, to wielokrotnie słuchaliśmy nawzajem swoich faworytów, u mnie Johna Coltrana, a u Grzegorza Kasi Sobczyk i Jacka Lecha. Bo taki był właśnie Grzegorz - otwarty na innych ludzi i ciekawy świata we wszystkich jego przejawach.
Był zapalonym podróżnikiem i wspólnie z żoną, kiedy tylko mieli możliwość, podróżowali po świecie, a najbardziej ekscytujące były dla nich rejsy gigantycznymi statkami. Miałem wielką przyjemność po każdej wyprawie przeglądać zdjęcia, którymi Grzegorz nie tyle się chwalił, co oczekiwał fachowych uwag nt. kompozycji kadru i techniki fotografowania. Z czasem zaczął robić zdjęcia jak dojrzały artysta. Zostawił po sobie kilkutysięczną kolekcję.
Przez ostatnie miesiące realizował swój największy projekt fotograficzny. W hali produkcyjnej Gabi-Plastu ściany zostały pokryte olbrzymią fotografią, przedstawiającą piękny widok krotoszyńskich Trafarów. - Nie ma drugiej takiej hali na świecie - dowcipkował i dodawał - drogi Pawle, w ten sposób jesteś autorem największej fotografii, jaką widziałem.
Bo Grzegorz był właśnie człowiekiem dalece niekonwencjonalnym i niecierpliwym w poprawianiu i upiększaniu otaczającego świata. Jego niezwykłej inwencji firma zawdzięcza swój niepowtarzalny wygląd i estetykę, począwszy od architektury budynków po znaki graficzne i gadżety reklamowe.
Jego oczkiem w głowie była produkcja, a szczególnie termo forming i w tej dziedzinie uważany był nie tylko w Polsce za eksperta. Potrafił budzić się w nocy, aby zanotować pomysł na automatyzację podajnika kubków. Z uwagą śledził nowinki techniczne w branży tworzyw sztucznych, a kiedy pojawiał się na targach w Poznaniu, przejście 20-metrowym korytarzem zajmowało kilka godzin, bo znał prawie wszystkich i każdy wystawca chciał z nim porozmawiać.
Ludzie cenili w nim nie tylko fachowość, ale lubili także jego radosny sposób bycia, który łatwo udzielał się drugiej stronie. Fascynowały go nowinki elektroniki użytkowej, był fanem iphona, amerykańskich komputerów i miniaturowych systemów nagłośnieniowych. Urządzenia te wymagały od niego sporych umiejętności technicznych i znajomości nowoczesnego oprogramowania, ale dawał radę i - co najważniejsze - potrafił znaleźć dla nich praktyczne zastosowanie. Jednak, jeśli chodzi o gadżety, które były jego nieskrywaną słabością, najbardziej zadowolony był z samochodu excalibur, wielkiej limuzyny w stylu retro, którą kupił Gabrieli z okazji 30-lecia firmy. Nazywał go Wycieczkowcem i zgodnie z nazwą używali go.
Grzegorz był postacią nietuzinkową i wielowymiarową; miał skrywane ambicje artystyczne, był propagatorem żywienia optymalnego, mecenasem sztuki, wspomagał charytatywnie ludzi i organizacje, dotował sportowców, przez wiele lat był członkiem Rady Programowej Krotoszyńskiego Ośrodka Kultury, współtworzył ogólnopolski Klub Termoformingu, był sekretarzem i animatorem Klubu Przedsiębiorców Ziemi Krotoszyńskiej. W 1992 r. znalazł uznanie mieszkańców miasta, którzy w plebiscycie Rzeczy Krotoszyńskiej wybrali go Krotoszynianinem Roku.
Był także wspaniałym małżonkiem, ojcem i dziadkiem.  Dumą napawały go wnuczęta: Gabrysia i Franek, którego pieszczotliwie nazywał Flanulą i widział w nim kontynuacje rodu Kośmidrów.
Nie sposób w tak krótkim tekście opisać tego niezwykłego obywatela Krotoszyna, miasta, które było jego dumą, a on był jego wspaniałym ambasadorem. Jeszcze bardzo długo będziemy niedowierzać, że już go nie ma pośród nas.
Na dzień przed swoją tragiczną śmiercią Grzegorz zadzwonił do mnie z Egiptu, nie mogłem odebrać tego połączenia. Dwa dni później odsłuchałem pocztę głosową: - No, cześć dzwonię z Egiptu, tyle tylko się nagrało, dalej parę sekund zakłóceń, w sumie ostatnie dwanaście sekund, jakie nas łączyło. Jego głos dotarł do mnie jak światło wygasłych gwiazd, już ich nie ma, a my jeszcze je widzimy…   
Żegnaj Grzesiu …


 

Artykuł wyświetlono 2050 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz