Zamknij
REKLAMA

Marcel walczy o życie. Złośliwego guza mózgu można usunąć w USA

20:33, 17.12.2019 | Sebastian Pośpiech
REKLAMA
Skomentuj

Dla 7-miesięcznego chłopczyka z Krotoszyna nie ma w Polsce ratunku. Guz mózgu go zabija a chemia, którą podają mu lekarze, może przedłużyć życie, ale nie je ocalić. Dlatego szukają pomocy zagranicą w najlepszych klinikach.

Marcelek jest jedynym i wyczekanym dzieckiem. Urodził się prawie dwa tygodnie po terminie. Sam poród był długi i skomplikowany. Skończył się cesarskim cięciem wykonanym w ostatniej chwili.  

– Synek urodził się w zamartwicy, zachłysnął się wodami płodowymi i miał zapalenie płuc. I dostał jedynie trzy z dziesięciu punktów w skali Apgar – opowiada jego mama Karolina Brenk.  Po dwóch tygodniach lekarze wypisali go do domu.

Marcelek nie płacze, jest spokojny, sam śpi w łóżeczku, cały czas się uśmiecha.  Rozwija się idealnie. Przewraca na brzuszek i plecki, zaczyna pełzać po podłodze i pięknie siedzi. Jest pod opieką pediatry, neurologa i rehabilitanta, ale to czysta profilaktyka. Wszyscy są przekonani, że najgorsze już za nim.

Dzień, który zmienił wszystko

Aż w końcu przychodzi dzień, który ich spokojne życie wywraca do góry nogami. 13 listopada – ta data już chyba na zawsze zostanie w ich pamięci. Zaczęło się zwyczajnie – od leniwego śniadania i wspólnej porannej zabawy. Ale coś już wisiało w powietrzu. 

– Leżał w swoim łóżeczku i bawił się. Ale był w nim taki dziwny, niepokojący spokój – wspomina pani Karolina. – Potem na macie edukacyjnej nie chciał podnosić główki. Leżał tylko na płasko… A przecież chwilę wcześniej spał, więc nie mógł być zmęczony… – dodaje.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Do drzwi zadzwonił kurier, więc mama zostawiła go w bezpiecznego łóżeczku. Wróciła po minucie.

– Leżał na pleckach i wymiotował. Krztusił się. Chwyciłam go na ręce, zadzwoniłam po pomoc do mojej mamy i chwilę później pędziłyśmy już do szpitala. W powiatowym szpitalu podejrzewali wodogłowie i natychmiast odesłali nas do Poznania.
Dotarli tam w nocy. Nie było sekundy do stracenia i Marcel od razu trafił na stół operacyjny. Podczas zabiegu lekarze założyli mu zastawkę, która miała odprowadzić z główki nadmiar płynu. Niestety, kontrolny tomograf pokazał, że wodogłowie jest tylko objawem ogromnego guza. To był czas ogromnej wiary w to, że guz okaże się niezłośliwy –  opowiada roztrzęsiona pani Karolina. 

W Polsce Marcel nie ma szans

Nadzieja rozwiała się cztery dni później, podczas zaplanowanej operacji usunięcia zmiany. Przez pięć godzin chirurdzy robili co mogli, ale nie udało im się usunąć całego guza.

– Powiedzieli, że zmiana wyglądała nietypowo, jakby to było połączenie dwóch różnych nowotworów. Nie mogli też usunąć jej całkowicie, żeby nie uszkodzić mózgu – opowiada mama ze łzami w oczach. Lekarze pobrali wycinek do badania i po kilku dniach już wiedzieli, że przyszło im się zmierzyć z okrutnym przeciwnikiem. Jednym z najzłośliwszych nowotworów – medulloblastomą. W karcie wpisali, że rokowania są niepewne. Ale w rozmowie z rodzicami jedna z najbardziej szanowanych specjalistek powiedziała, że w Polsce Marcelek nie ma szans. Na jego niekorzyść działa to, że jest malutki. U dzieci poniżej trzeciego roku życia nie przeprowadza się radioterapii, która jest potężną bronią w walce z guzami mózgu. U takich maluchów jest po prostu zbyt ryzykowna.

– Onkolodzy zaproponowali nam chemioterapię, która może jedynie przedłużyć mu życie. Zgodziliśmy się na takie leczenie, ale to dla nas za mało. Całe nasze życie to on, więc nie pozwolimy, żeby stała mu się krzywda – płacze pani Karolina.

Dziś szukają ratunku na całym świecie. Poruszyli niebo i ziemię, żeby znaleźć klinikę, w której lekarze dadzą im nadzieję. Którzy zechcą razem z nimi stanąć do tej nierównej walki. Operację można przeprowadzić w USA, ale jest bardzo kosztowna (900 tys. dolarów). Dlatego ruszyła wielka akcja zbiórki pieniędzy poprzez Licytacja dla Marcela i na stronie siepomaga.pl.

POMÓŻ MARCELKOWI

Jeśli chcesz pomóc Marcelkowi, to pamiętaj, że liczy się każda złotówka. Marcelek jest podopiecznym Fundacji „ZOBACZ MNIE”. Wpłaty na jego rzecz prosimy kierować na konto:

Fundacja ZOBACZ MNIE

ul. Ofiar Oświęcimskich 14/11

50-069 Wrocław

SANTANDER BANK POLSKA SA

28 1090 23 98 0000 0001 4358 4104

Z tytułem wpłaty: „Marcel Samol”

Wsparcie można też przekazać w postaci przelewu internetowego za pośrednictwem strony https://zobaczmnie.org/wplacam/. W rubryczce „CEL” prosimy wpisać imię i nazwisko: „Marcel Samol”

(Sebastian Pośpiech)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© rzeczkrotoszynska.pl | Prawa zastrzeżone